Nasz Ślub

Nasz Ślub

niedziela, 15 grudnia 2013

zdjęcia kuchni

Mam troszkę wolnego czasu bo mała śpi, to wrzucę obiecane zdjęcia kuchni po remoncie. Przepraszam, że tak późno :)

sobota, 14 grudnia 2013

Stagnacja

Dziewczyny nie piszę, bo tak szczerze to nie mam o czym nawet.Z resztą to chyba już mało kto mnie czyta. Od 6 grudnia siedzę w domu, staż się skończył, zatrudnia nie chcą . Kazali dzwonić w styczniu, więc na razie odpoczywam. Mała daje popalić w nocy od czasu do czasu, dalej ma tylko 4 zęby. Czekamy na resztę. Za to poszerza się jej repertuar spółgłosek, może zacznie mówić nie długo. Co do moich planów zawodowych to nie wiem jak to będzie, mąż szuka pracy za granicą, już postanowiliśmy , że pojedzie po nowym roku jak coś znajdzie sensownego .Tu ni zamierzamy mieszkać. Z teściami się ciężko dogadać. Musimy z moją babcią porozmawiać, czy by działki mam nie przepisała, bo jest taka możliwość. A za coś ten dom postawić trzeba. Mamy mocne postanowienie mieszkać u siebie zanim Oliwka pójdzie do szkoły . Na razie wytrzymujemy z mężem oboje w domu.Kłótni nie ma. Zobaczymy jak długo. :-) Na wigilię wybieramy się moich rodziców, tak wogóle to się sytuacja z nimi poprawiła, chyba ta kłótnia czerwcowa coś dała. Zostajemy tam do pierwszego dnia i wracamy do domu. W drugi dzień nie wiem czy gdzieś pójdziemy, czy w domu będziemy, jeszcze się okaże. Tak więc dziewczyny rodzinnych świąt życzę, szczęśliwych i bez bólu brzucha :-) To jakbym czasem nic nie napisała :-) Buziaki Ber

wtorek, 8 października 2013

Misz masz

I tradycyjnie nie mam na nic czasu kochane moje.
Oliwka skończyła 30 września roczek. Imprezka była i nawet udała się. Z rodzicami jest względnie dobrze, moja mam przyjeżdża bawić wnuczkę od czasu do czasu, nam się jakoś nie zbiera na odwiedziny, bo po całym tygodniu pracy na weekendzie to się odpocząć w domu chce, a zresztą dziadki średnio raz w tygodniu są u nas. Zbliżają się też nieuchronnie imienny moich rodziców, a mąż kategorycznie nie chce jechać mi samej się nie chce, spróbuję go przekonać.
Mała już:
  • Sama drepta, ostrożnie na razie ale drepta. 
  • Zapomniała jak się mówi mama i teraz na tapecie jest baba, babu, bebe i różnego rodzaju pojękiwania trudne do zartykułowania. 
  • Sama je paluszki, biszkopty, ciasteczka, obiadkami jednak musi być karmiona bo do łyżeczki się nie garnie. Uwielbia pić tran (cytrynowy mamy). 
  • Wspina się po schodach, na szczęście schodzić sama nie chce. Na łóżko też już wejdzie i zejdzie.
  • Jest wulkanem energii, potrafi sama zaczepić jak chce się bawić.
  • Wkłada i wysypuje klocki z wiaderka, wkłada kółeczka na patyczek.
  • Poznaje nasz samochód i pcha się na kolana za kierownicę, uwielbia jeździć w foteliku (już przodem do kierunku jazdy).
  • Kocha wszelakiego rodzaju zwierzątka.
  • Całuje misie i lalki w bajkach.
  • Chętnie ogląda książeczki i nawet z zainteresowaniem bajki w telewizji,nawet śmieje się z niektórych na głos.
  • Robi cacy i lala (czyli głaska jakąs osobę).
  • Wie gdzie ma buciki i sukieneczkę, gdzie się nosi okulary.
  • Uwielbia zapinac i odpinać wszelkiego rodzaju rzepy i zamki.
  • Pomaga się rozbierać.
  • Wie, że picie ma w niekapku, ale jeszcze nie bardzo potrafi z niego sama pić.
  • Ma już 3 ząbki.
A ja ciągle na stażu jestem i będę pytać się o pracę. Między nami się super układa, cieszymy się z małej i nie wyobrażamy sobie życia bez tego małego szkraba. Chętnie bym na drugie dziecko się zdecydowała, ale nasza sytuacja finansowa jest kiepska i muszę się podleczyć troszkę, bo się stawy moje odezwały, więc przynajmniej rok odkładania nas czeka. Wyremontowaliśmy kuchnię i odkładamy pieniążki na resztę. Jak będę mieć chwilę to powrzucam zdjęcia.
Do popisania i poczytania. ;))

wtorek, 13 sierpnia 2013

obiecane zdjęcie ;)

Mam 10 miesięcy :)

wtorek, 6 sierpnia 2013

Smutki i radości...

Wpadłam tylko na chwilę w przerwie w pracy. U mnie same nowości:
- w końcu mam wyremontowana kuchnię :)
- doczekaliśmy się pierwszego ta-ta
- mieliśmy pierwsze przespane noce
- Oliwka już całkiem dobrze chodzi przy meblach i przy każdej możliwej okazji wstaje na nogi
- uwielbia jeździć autem, jak tylko je zobaczy wola "BU" i chce wsiadać
- musimy przed nią uciekać jak chcemy wyjść gdzieś bez niej, bo jak tylko zobaczy mnie bądź  męża to zachodzi się płaczem

Poza tym bez zmian, mam coraz więcej pracy i mi się to podoba, ubolewam tylko nad tym, że spędzam tak mało czasu z dzieckiem. Tym bardziej, że widzę, że bardzo potrzebuje mojej i męża uwagi. I to są właśnie te smuteczki moje :(

czwartek, 18 lipca 2013

Chwila wytchnienia i skrót wydarzeń :P

Pracuję i w pracy mi się podoba, urzędowanie to mój żywioł najwyraźniej :) Zintegrowałam się już częściowo ze współpracownikami. Mili i pomocni, stażystki koleżanki też sympatyczne :)
W domu radze sobie raz lepiej raz gorzej, przy małej mi obie babcie pomagają na zmianę, więc dziecię jest zadowolone. Na początku czerwca wyszedł jej pierwszy ząbek, a pod koniec drugi, ale z wielkim bólem. W dodatku mąż prawie cały miesiąc był w delegacji (przyjeżdżał tylko na weekendy) i z marudzącym, nie śpiącym i cierpiącym dzieckiem musiałam radzić sobie sama.
Teraz już jest ok i w dodatku Oliwka:
- zaczyna raczkować,
- w naszą 2 rocznicę ślubu (16 lipca), powiedziała ba-ba, a na drugi dzień ładnie pokazywała na zdjęciu paluszkiem mamę i tatę,
- potrafi też pokazać gdzie lala ma oko, gdzie jest Bozia,
- zrobić tasiu-tasiu, tuli-tuli,
- całkiem pięknie udawać, że się wstydzi,
- zaczyna chodzić przy meblach i trzymana za dwie rączki
- papa czasem wyjdzie, czasem nie
- wie gdzie jest kotek i piesek

Co do tej rocznicy naszej to ją przegapiłam, mama mi przypomniała, ja się bardziej skupiłam na dokonaniach Oliwki niż na dacie w kalendarzu :) A mężowi to się wydawało, że to 17 jest :) Z reszta i tak go w domu nie było. Wrócił dopiero wczoraj.
W tym roku też zrobiłam swoje pierwsze korniszony, zobaczymy czy będą dobre :)
Ruszyliśmy tez kuchnią, jednak zostajemy u teściów, dogadaliśmy się i teść ma przepisać dom najpóźniej w przyszłym roku. meble już mam w domu, ale w rozsypce, płytki zamówione, zlewozmywak kupiony, jeszcze z większych wydatków zmywarka została do kupienia i oczywiście czekamy na wolne męża, żeby zabrał się za remontowanie, bo chce sam wszystko zrobić.
Wieczorem jeszcze wrzucę zdjęcie małej, bo teraz jestem w pracy. Buziaki :*

sobota, 15 czerwca 2013

Od 6 czerwca pracuje. Znowu gmina.Mam masakrycznie malo czasu, ale do was zagladam. Oliwka zajmuje sie na razie moja mama a pozniej druga babcia przejmuje obowiazki. Nie jest zle, mama ma humry ale dajemy rade. W pracy tez ok. Jak bede miec wiecej czasu to napsize wiecej. Trzymajcie sie. A zapomnialabym. Oliwka ma juz pierwszego zeba. :-]

poniedziałek, 27 maja 2013

Eh życie...

Siedzę w domu, za oknem pada deszcz, córa niemożliwie marudna ostatnio, chyba na ząbki, a z drugiej strony to i ta pogoda chyba na nią też wpływa, na spacerek się nie da wyjść ;/
Z rodzicami jest względny spokój, mąż co prawda obrażony, ale mu się nie dziwię wcale. Ja z nimi rozmawiam.
Sprawy stażowe stoją w miejscu, został tylko tydzień, a ja nadal nie wiem czy pójdę od 3 czerwca czy nie i w dodatku nie wiem gdzie, bo wcześniej sugerowane miejsca odpadły, muszę szukać na własną rękę. Trochę teść mi pomaga, dziś będę wiedzieć na czym stoję dopiero. Wiadomo bez znajomości nic teraz nie załatwi, nawet w urzędzie pracy otwarcie mi to powiedziała moja doradca zawodowy. Dziś dodatkowo jeszcze ojciec mnie zdenerwował bo bez pytania mnie o zdanie wydzwania do jakichś znajomych w moim imieniu żeby stażu mi w pup szukali. Wszystko byłoby ok, chce pomóc, ale okazało się, że mam iść do faceta, który siedzi w pokoju z moją panią doradcą. Moim zdaniem to jest wchodzenie w kompetencje itd. Nie pójdę do tego faceta bo jest mi po prostu wstyd, ona została przydzielona do tego projektu, ma za zadanie się nami opiekować i znaleźć nam pracodawców i jak to by wyglądało?? Ojciec się miesza bez pytania nie w swoje sprawy, znów. Narobi się tylko zamieszanie przez to i jeszcze będą na mnie krzywo patrzeć w PUP. Nie dość, że mnie wzięli, zrobili szkolenie itd, to jeszcze.... eh szkoda gadać i się denerwować, a do mojego ojca chyba nigdy nie dotrze, żeby nie robił nic za moimi plecami, czy tak dużo kosztuje zadzwonić i się zapytać? Poza tym już mu mówiłam kilka razy, że pomocy nie potrzebuje ( bo nawiasem mówiąc to on i tak nic nie załatwi, u siebie w mieście próbował i się nie dało, to tym bardziej tu gdzie nikogo nie zna tez się nie da).
Eh życie...


P.S. Oliwka już próbuje sama siadać i trzymana za rączki podciąga się do stania :) 30 kończymy 8 miesięcy :)

środa, 15 maja 2013

Wróciłam

Wróciłam więc do domu, wyszkolona na 102 z zakresu księgowości, teraz czekają mnie rozmowy z pracodawcami i szukanie opieki dla małej od lipca. W czerwcu ma przyjeżdżać moja mama do Oliwki, a lipiec albo niania, albo żłobek. Ta druga opcja mniej mi się podoba, ale jest tańsza. Musimy z mężem wszystko przekalkulować i pojeździć i popytać. U nas są tylko 2 żłobki -  jeden państwowy i drugi przy tzw spółdzielni socjalnej. W grę wchodzi raczej ten drugi, bo o dostaniu się do państwowego można tylko pomarzyć.
Dziewczyny-mamy doradźcie czy 9-miesięczne dziecko nie jest za małe do żłobka?

sobota, 20 kwietnia 2013

tydzień 1

Pierwszy tydzień szkolenia i mieszkania u rodziców za mną, spięcie było małe, ale oczywiście tato nie rozumie mojego podejścia, wg niego obrażać się nie powinniśmy bo jesteśmy tylko ludźmi i przede wszystkim rodziną więc różne rzeczy się mówi i powinno się je przemilczeć.

środa, 10 kwietnia 2013

Wyszło i zaszło...

A tak słonko wyszło, ale dla mnie przyszły ciemne chmury. Przez pół nocy nie mogłam spać bo myślałam. Dlaczego moja kobieca intuicja rzadko kiedy się myli. Zapisując się na projekt przeczuwałam, że będą się piętrzyć przeszkody i to związane z opieka nad dzieckiem. Teściowa się zaoferowała, ale się pochorowała i na dzień dzisiejszy nie zostanie z małą. Moja mama znów nadgorliwa od pierwszego dnia projektu (tj. od stycznia) już planowała grafik w pracy w kwietniu żeby Oliwią zająć. w porządku nie przeszkadzało mi to. potrafiłam się opanować i nie wszczynać awantur. Już myślałam, że się z moimi rodzicami ułoży, że koniec tych kłótni itd. ale nie jest tak. Fakt są nadopiekuńczymi dziadkami i cieszą się z dziecka jakby to jakieś zjawisko nadprzyrodzone było, my się z tego z mężem "śmiejemy" bo po co się denerwować, ale w święta trochę mój tato przegiął. Nie dał się małej nawet zdrzemnąć, a widać było, że padała, chodził, nosił, gadała, podrzucała, byleby nie zasnęła. Zakwestionował, nawet sposób usypiana małej przez mojego męża (stwierdził, że mocno nią kołysze, bo jej główka lata) ale przymknęliśmy na to oko. Oliwka zasnęła dopiero w drodze do domu i to z płaczem bo taka umęczona była. Rodzice się i tak obrazili, bo jadąc od babci (u której byliśmy z nimi) nie wstąpiliśmy jeszcze do nich i nie ważne było, że mała jest umęczona i nie chciałam jej już rozbierać, żeby się nie obudziła, a dodatkowo jeszcze mieliśmy mieć swoich gości w domu.

Ale przejdę do sedna sprawy. Od 15 kwietna zaczynam kurs zawodowy niedaleko od mojego rodzinnego domu. Chciałam zabrać mała i nocować u rodziców przez ten czas, mąż nawet mnie do tego namawiał, jednak po świętach zobaczyłam się wahać, bo widać rodzice się nie zmienili i obawiałam się, że jak tam zostanę to nie istny szlag trafi i będę się tylko denerwować. Jednak pomimo to chciałam zaryzykować, żeby nie wozić małej 50 km w jedna i w druga stronę codziennie. Po wczorajszym telefonie mamy skutecznie odwiodłam się od pomysłu nocowania.

Od tygodnia dzwoniła i pytała się czy zostanę na noc. za każdym razem mówiłam, że nie wiem, że zobaczę. No to ona, że ok, nie będzie naciskać, zrobię jak zechcę. Nawet pomimo wszystko pożyczyła dla małej łóżeczko turystyczne i wczoraj zadzwoniła i zapytała dlaczego nie chce zostać na noc. Puściły mi nerwy i powiedziałam, że obawiam się tego, że będą wciąż skakać kolo dziecka i że możemy się o to czasem pokłócić ( a to jest bardzo prawdopodobne bo jak coś idzie nie pomyśli moich rodziców to się obrażają).
No i się zaczęło, wyszło na to, że mi nie odpowiada jak się tato mój dzieckiem zajmuje, że jestem pyskata i w dodatku, że MĄŻ mną MANIPULUJE i że JA NIE MAM SWOJEGO ZDANIA, że nocować nie chce bo mi mąż nie każe, że potem przyjdziemy po majątki, a tak to nie chcemy przyjeżdżać i spać, że mamy dziwny i śmieszny sposób wychowania dziecka, że mamy pretensje, ze nam się coś daje i kupuje( tutaj miała na myśli odkurzacz, który nam kupili, a o który ja wcale nie prosiłam i chciałam w dodatku pieniądze za niego oddać, to się oburzyli), że ona z ojcem dużo rzeczy przemilczała, ale jakby się ojciec odezwał i powiedział co myśli to nie wiedziałabym gdzie się mam schować.
Dziewczyny poczułam się jak 15-latka która wróciła wróciła za późno z imprezy i jest opieprzana przez matkę.
A jak jej powiedziałam, że jestem dorosła jakby nie zauważyła i nie będę wysłuchiwać spokojnie takich rzeczy kiedy ona nie m racji. To mi powiedziała, ze ona w życiu do swojej mamy się tak nie odnosiła jak ja do niej i że się z mężem odpowiednio dobrałam, ze się stawiam itd. Była nadzwyczaj spokojna przy tym.
Wszystko zaczęło się tylko od tego, że powiedziałam, że nie wiem czy zostanę noc, bo jakbym się odrazu zgodził byłoby ok.
I zrozum tu rodziców, aż się boje tam jechać i zostawiać mała, będą na mnie wszyscy krzywo patrzeć, ale na noc nie zostanę.
Az mi ulżyło :)

czwartek, 14 marca 2013

Słoneczko wyjdź...

Szkolenia aktywizacyjne za mną, pierwsze pieniążki wpłynęły na konto, ale zaraz wypłynęły bo zrobiłam małej zakupy ciuszkowe. Dzieciak rośnie w oczach. Za 2 tygodnie skończy 6 miesięcy, a już uparcie ciągnie się do siadania. Na leżaczku nawet już potrafi chwile utrzymać równowagę. Kiedy to zleciało powiedzcie mi :)
Chwilowo zaskoczyła nas zima i ja jak przez cały sezon zimowy nie miałam wypadku to dziś kurczę o mało nie wpadłam w płot sąsiada. Zakręt mamy 90 stopni niedaleko domu i jadąc nawet na 2 biegu ciężko było wyhamować, w ostatniej chwili mi się udało, ufff :) Mąż szanowny poszedł dziś w końcu do pracy, po zimowej przerwie, cisza taka w domu, że aż dziwnie. Ja czekam na telefon z PUP z informacją o dacie rozpoczęcia szkolenia z księgowości. Chciałabym zacząć go najszybciej, ale z drugiej strony przed świętami moja mama ma urwanie głowy w pracy i ciężko będzie z wolnym, żeby się małą zajęła.. Teściowa znów nie jest jeszcze w pełni sił po szpitalu o i tak. W ostateczności mama powiedziała, że weźmie zwolnienie lekarskie jak zajdzie potrzeba. O i kolejny strup na głowie przez to mam ;/
Niech przyjdzie już ta wiosna i wyjdzie słońce, wtedy jakoś punkt widzenia jest inny :)

piątek, 1 marca 2013

Poszkoleniowo z nadzieją na lepsze jutro

Jestem już po pierwszym szkoleniu pt. "Kompetencje społeczne". Jestem po nim bogatsza o nowe wiadomości i trochę podniesiona na duchu. Tematami był stres, asertywność, konflikty i skuteczna autoprezentacja. Trenerki były bardzo fajne i poznałam 9 nowych osób i co z niektórymi mam nadzieje utrzymywać kontakt jeszcze :) Teraz czeka mnie podjecie decyzji o rodzaju szkolenia zawodowego i warsztaty z poszukiwania pracy.
Zastanawiam się na pełną księgowością albo tylko nad kadrami i płacami. Pełna księgowość daje większe perspektywy pracy, ale boję się, że nie dam rady ogarnąć materiału, tym bardziej, że na studiach miałam bardzo mało rachunkowości i obawiam się, że będę musiała dużo nadrabiać w domu, a przy Oliwce będzie ciężko. Pożyjemy zobaczymy, w poniedziałek mam  spotkanie z doradcą w tej sprawie.
Co do spraw domowych to ostatnio chyba z mężem mamy przesyt siebie, przebywanie ze sobą 24h na dobę nikomu nie służy ( mąż już od grudnia siedzi w domu), zdążyliśmy się już nawet poważnie pokłócić, o głupotę oczywiście i jest w tym trochę mojej  winy bo często najpierw mówię a później myślę :( Niech już przyjdzie wiosna i on pójdzie do pracy :)
Martwi mnie jednak kwestia zostawienia córki pod czyjąś opieką, kiedy mnie nie będzie w domu, teściowa jeszcze nie wróciła ze szpitala, moja mama jest daleko i w dodatku pracuje, mąż w każdej chwili może dostać telefon od szefa, o i tak. Mówią, że nie ma co się martwić na zapas, ale nie zawsze jest to takie proste. Jednak mam nadzieję na lepsze jutro, może znów wyjdzie słońce :)

Notka troszkę chaotyczna, wybaczcie ale ostatnio  trudno mi pozbierać myśli w sensowna całość ;p

niedziela, 17 lutego 2013

Troszkę o mnie...

A mianowicie ostatnio dużo się w moim życiu dzieje. Pisałam o planach budowy domu i wyjeździe M. za granicę i troszkę tez popisałam o moich planach zawodowych to teraz będzie o tym troszkę więcej.
Z dnia na dzień coraz bardziej upewniam się w tym, że zrobiłam dobrze decydując się na udział w projekcie PUP "Bądź sprawny na rynku pracy". Mam realną szansę na zatrudnienie i oderwanie się od obowiązków domowych, na wyjście "do ludzi" ;p. Jeśli nawet zakończy się to tylko na stażu to przynajmniej będę miała sfinansowany kurs księgowości I stopnia, a resztę w miarę możliwości będę kontynuować sama. Grunt to zacząć.
W ramach projektu UE są realizowane również spotkania z psychologiem, który ma za zadanie pomóc wybrać odpowiednią ścieżkę zawodową dla bezrobotnego i podbudować go jeśli to konieczne. Mnie akurat trzeba w obu kierunkach pomóc, bo jestem z natury niezdecydowaną osobą i boje się wyzwań. Psycholog okazała się bardzo miłą i sympatyczną kobietą, po rozmowie z nią odrazu "urosłam". Nie wiedziałam, że takie spotkania mogą tak dużo dać. Po teście na inteligencje okazało się, że napisałam go najlepiej z 10-osobowej grupy :) tego się nie spodziewałam. Test potwierdził wszystko co już o sobie wiedziałam, czyli że mam umysł ścisły, mam tendencje do zamartwiania się i ciężko mi uwierzyć we własne siły.
Teraz muszę udać się tylko do poleconego mi przez panią psycholog pracodawcy i zapytać czy może przyjąć mnie na staż od czerwca i załatwić sobie sfinansowanie kursu przez PUP.
Martwię się tylko troszkę jak mała zniesie moja nieobecność, ale pocieszam się tym, że mnóstwo rodziców przecież zostawia dzieci z babciami i wraca do pracy. W żadnym stopniu nie zmienia to więzi jaka jest między rodzicami a dzieckiem. Pozostaje tez realna opcja wyjazdu M., ale z tym myślę, że tez sobie poradzimy :)

środa, 30 stycznia 2013

4 miesiące

Piszę ciągle o problemach to teraz dla odmiany napiszę coś o Oliwci. Mianowicie królewna kończy dziś 4 miesiące. Ma koło 60 cm wzrostu i waży około 7 kg, dokładnie dowiemy się 8 lutego na szczepieniu, ale na oko można tak stwierdzić :)
Trzyma już główkę
Na kolanach u kogos uwielbia siedzieć
Coraz sprawniej trzyma grzechotki
Pakuje wszystko do buzi, a najbardziej lubi mamlać mamy palce i brzeg kubka
Przekręca się z plecków na brzuszek i odwrotnie
Wierci się jak zwariowana, już nie można jej na dłuższą chwilę zostawić bez opieki
Wydaje coraz wiecej dźwieków, a najbardziej to lubi piszczeć
Uśmiecha się i nieśmiało śmieje na głos
Pije kaszkę na dobranoc, na obiadek je zupkę i później deserek
Jest przepociesznym i grzecznym dzieciaczkiem jak na razie, ze spaniem też problemów nie ma.

A teraz dla mam i przyszłych mam napisze przepis na pierwszą zupkę dla niemowlaka. moja Oliwka zjadła ja dziś ze smakiem, tak więc mój debiut kulinarny w tej kwestii uznaję za udany :)

2 ziemniaczki
1,5 marchewki
1 pietruszka
0,5 jabłka
1 łyżeczka masełka
szczypta soli

Wszystko umyć, obrać i pokroić, zalać woda tak aby przykryć warzywka. dodać masełko i sól. Gotować do miękkości i zmiksować wszystko blenderem. Podać ostudzone.

Ja zapakowałam wszystko do słoiczków po przecierze pomidorowym i pasteryzowałam. Wyszły 3 słoiczki.


sobota, 26 stycznia 2013

Wyjaśnienie :)

Miałam nie pisać, ale komentarze pod poprzednią notka mnie zmusiły.
Wiem, że każdy ma swoje zdanie na temat wyjazdów za granicę, rozstań itd. i bardzo to szanuje i się nie obrażam :) Musze jednak napisać co ja o tym myślę, żeby było jasne :)
Wiadomo, że rozstania dobrze nie robią dla małżeństwa, tęsknota, frustracja z tym związana, człowiek za dużo rozmyśla, rodzą się niepotrzebne pretensje, kłótnie (zazdrość odpada).
Jakby mój mąż miał wyjechać na pół roku to oczywiście, że bym go nie puściła nigdzie bo jestem z tych co okropnie tęsknią i marudzą przy tym jeszcze dodatkowo :) Dlatego podkreślam w ostateczności wchodzi w grę tylko wyjazdy max. 2 miesięczne. To jest tak jakby mąż pojechał w delegację, o dłuższym pobycie nie ma mowy. Poza tym ja z małym dzieckiem nie bardzo się pisze na jakikolwiek dalszy wyjazd, wiadomo jak takie malotki to znoszą ciężko.
I jeszcze jeden wazny aspekt. Przy braku stałej pracy ( a sezonowej pracy męża, pomimo, że nieźle zarabia), nie mamy szans na wybudowanie się w szybkim czasie, a na czasie nam zależy.
Ostatecznie czeka nas rok z krótkimi rozstaniami co jakiś czas.

Nasza decyzja o budowie wynikła w ogóle z sytuacji takiej, że teść uważa wszystko co jest w domu za swoje, nawet co do niego nie należy. Ruszanie i rozporządzanie takimi rzeczami powtórzyło się już nie pierwszy raz pomimo wcześniejszych próśb i rozmów. Po drugie wiadomo już troszkę włożyliśmy w dom i jest brak poszanowania tych rzeczy i pieniędzy. Po trzecie ciężko jest siąść z gośćmi i porozmawiać kiedy przychodzi teściowa i gada od rzeczy. Nawet z mamą nie mogę spokojnie nieraz porozmawiać.
Mysleliśmy, że damy radę, że będzie lepiej, jednak nie więc stad ta decyzja.


wtorek, 22 stycznia 2013

Ważna decyzja

I stało się. Z mężem podjęliśmy ważną decyzję, zbieramy pieniążki, kupujemy działkę ( to plany na ten rok) i budujemy dom. Z teściami jednak ciężko wytrzymać i szkoda wkładać pieniądze w remont, kiedy nikt nie szanuje tego to co się robi.