Nasz Ślub

Nasz Ślub

środa, 25 lutego 2015

Mama wraca do pracy

Tak jest, tak jak w tytule. Idę do pracy i to jest właśnie ta rzecz o której nie chciałam ostatnio pisać żeby nie zapeszyć. Praca to staż, bo wiadomo, że o to łatwiej. Będę w starostwie, narazie 6 miesięcy ale mam nadzieję, że zostanę dłużej i w końcu na umowie. Zobaczymy, cieszę się tym co jest.
Wyjdę z domu w końcu, będę robić to co lubie i będę szczęśliwą mamą :) bo zrobię coś dla siebie :) Jest tylko mały problem z dojazdem bo autobusy nie kursują w tych godzinach co mi pasuje, a mąż pracuje na 2 zmiany i nie zawsze będę mieć auto. Plus jest taki, że w tym samym miejscu pracuje sąsiad, ale wiadomo, że każdy ma swoje sprawy, więc na chwilę będę musiała się do niego doczepić jak się zgodzi (mam nadzieję, że tak) a później jakieś tanie auto trzeba kupić bo innego wyjścia nie ma. Oliwia zostaje na zmianę z tatą i babciami.
Idzie z górki, oby szło jeszcze bardziej i szybciej :)
Uciekam do rodzinki.

p.s. zaczynam od poniedziałku :)

czwartek, 19 lutego 2015

Szpital i cała reszta

Tydzień poprzedni kończył się nie ciekawie, a ten zaczął się jeszcze gorzej ale kończy za to bardzo pozytywnie :) ale po kolei.
Walentynki minęły spokojnie, kolacja w domowym zaciszu z mężem zakończona oczywiście deserem :) Niedziela u moich rodziców w napiętej atmosferze ale sama nie wiem z jakiego powodu. Zostawiliśmy mała i pojechaliśmy do galerii na wyprzedaże, zakupy udane :) i to by było na tyle dobrych wiadomości bo gdy wróciliśmy do domu podczas kolacji mała zwróciła wszystko, myślałam że to może jakąś niestrawność ale wymiotowała do północy, później biegunka, noc była koszmarna. Rano wizyta u lekarza, dziecko lekko odwodnione, kazała podawać elektrolity i probiotyk, na wszelki wypadek dostaliśmy też skierowanie do szpitala jakby się pogorszyło. Po powrocie do domu wróciła biegunka, mała nie chciała nic pić ani jeść, jakoś powoli po lyżeczce dawałam jej pić i dotrwaliśmy do wieczora. Wieczorem doszła gorączka, w nocy prawie 39 stopni i wymioty. We wtorek była tak słaba że pojechaliśmy do szpitala, dostała dwie kroplówki i w środę rano wróciła do siebie. Diagnoza, oczywiście rotawirus.  Ale i tak szybko doszła do siebie, dziś już jesteśmy w domu, dieta lekkostrawna i będzie dobrze. To straszne jak dziecko może się szybko odwodnic, mała zawsze taka pełna energi a w szpitalu leżała kompletnie bez życia, schudła 3 kg przez te trzy dni. Ale już jest lepiej to jest najważniejsze :)
A co do tego lepszego zakończenia tygodnia to chyba zaczyna się do nas uśmiechać szczęście i ten rok nie będzie taki zły, ale na razie nie chce nic więcej pisać żeby nie zapeszyć :)
Jak będziemy na 100 % pewni wszystkiego to wam opowiem a narazie trzymam kciuki :-)

środa, 11 lutego 2015

Nowi lokatorzy i spotkanie blogowe

Hm , miałam nic nie pisać, bo za bardzo nic się u nas nie dzieje ale zmieniłam zdanie.
Ja nadal nie pracuje, ale mąż dostał małą podwyżkę, więc mały plus jest. Teść pojechał do niemiec jakiś miesiąc temu więc mamy w domu względny spokój. Niestety jego przyjazdy wiążą się predzej czy później z kłopotami. Ale nie o tym będę pisać.
Od około miesiąca mieszkają z nami, a raczej z teściową, brat męża z żoną, ten najstarszy. Mieszkali wcześniej u rodziców szwagierki ale szwagier ma skomplikowany charakter delikatnie mówiąc i wszędzie mu coś nie pasuje, więc przyszedł do mamy. Narazie są nie cały miesiąc, jest spokój, ale zobaczymy jak to będzie bo w końcu przyjdą rachunki i myślę że oni też się dokładać będą, a jak teściowa stwierdzi że nie, to niech ona za nich płaci, u nas są takie zasady a nie inne i trzeba się dostosować.
I co jeszcze? Wczoraj spotkałam się z Kameleonka w końcu po prawie roku od ostatniego spotkania. Jakoś nie mogłyśmy się zgrać ale w końcu się udało. Spotkanie udane i jak zwykle czasu brakło żeby o wszystkim porozmawiać. Jednak tym razem zaplanowałyśmy kolejne spotkanie szybciej i z dzieciakami bo są w tym samym wieku. Tak więc Kasiu przypominam :) Zorganizuj się i zapraszam razem z Kubusiem :)

czwartek, 5 lutego 2015

Tendencja spadkowa

Za mną kolejna rekrutacja, kolejna rozmowa o pracę, tym razem w moim zawodzie.
Niestety kolejna odmowa, kolejny zawód, kolejne "życzymy powodzenia" i kolejne przypomnienie od męża, że pół roku temu odmówiłam.
I jak tu myśleć pozytywnie?
Mam dość traktowania mnie jak służącą i powtarzania, że jak pójdę do pracy to on z chęcią mi pomoże w obowiązkach domowych, a narazie siedzę w domu więc mam robić wszystko. Nie mówię bo czasem mi pomoże, ale tylko wtedy jak ma lepszy dzień co się rzadko zdarza, częściej są pretensje.
Nie wiem czy to ze mną jest coś nie tak, że nikt mnie nie chce przyjąć do pracy?
Już mam momentami wszystkiego dość.
Ale cóż muszę wziąć się w garść, idę sprzątać, trzeba zająć czymś głowę.