Piszę ciągle o problemach to teraz dla odmiany napiszę coś o Oliwci. Mianowicie królewna kończy dziś 4 miesiące. Ma koło 60 cm wzrostu i waży około 7 kg, dokładnie dowiemy się 8 lutego na szczepieniu, ale na oko można tak stwierdzić :)
Trzyma już główkę
Na kolanach u kogos uwielbia siedzieć
Coraz sprawniej trzyma grzechotki
Pakuje wszystko do buzi, a najbardziej lubi mamlać mamy palce i brzeg kubka
Przekręca się z plecków na brzuszek i odwrotnie
Wierci się jak zwariowana, już nie można jej na dłuższą chwilę zostawić bez opieki
Wydaje coraz wiecej dźwieków, a najbardziej to lubi piszczeć
Uśmiecha się i nieśmiało śmieje na głos
Pije kaszkę na dobranoc, na obiadek je zupkę i później deserek
Jest przepociesznym i grzecznym dzieciaczkiem jak na razie, ze spaniem też problemów nie ma.
A teraz dla mam i przyszłych mam napisze przepis na pierwszą zupkę dla niemowlaka. moja Oliwka zjadła ja dziś ze smakiem, tak więc mój debiut kulinarny w tej kwestii uznaję za udany :)
2 ziemniaczki
1,5 marchewki
1 pietruszka
0,5 jabłka
1 łyżeczka masełka
szczypta soli
Wszystko umyć, obrać i pokroić, zalać woda tak aby przykryć warzywka. dodać masełko i sól. Gotować do miękkości i zmiksować wszystko blenderem. Podać ostudzone.
Ja zapakowałam wszystko do słoiczków po przecierze pomidorowym i pasteryzowałam. Wyszły 3 słoiczki.
Nasz Ślub
środa, 30 stycznia 2013
sobota, 26 stycznia 2013
Wyjaśnienie :)
Miałam nie pisać, ale komentarze pod poprzednią notka mnie zmusiły.
Wiem, że każdy ma swoje zdanie na temat wyjazdów za granicę, rozstań itd. i bardzo to szanuje i się nie obrażam :) Musze jednak napisać co ja o tym myślę, żeby było jasne :)
Wiadomo, że rozstania dobrze nie robią dla małżeństwa, tęsknota, frustracja z tym związana, człowiek za dużo rozmyśla, rodzą się niepotrzebne pretensje, kłótnie (zazdrość odpada).
Jakby mój mąż miał wyjechać na pół roku to oczywiście, że bym go nie puściła nigdzie bo jestem z tych co okropnie tęsknią i marudzą przy tym jeszcze dodatkowo :) Dlatego podkreślam w ostateczności wchodzi w grę tylko wyjazdy max. 2 miesięczne. To jest tak jakby mąż pojechał w delegację, o dłuższym pobycie nie ma mowy. Poza tym ja z małym dzieckiem nie bardzo się pisze na jakikolwiek dalszy wyjazd, wiadomo jak takie malotki to znoszą ciężko.
I jeszcze jeden wazny aspekt. Przy braku stałej pracy ( a sezonowej pracy męża, pomimo, że nieźle zarabia), nie mamy szans na wybudowanie się w szybkim czasie, a na czasie nam zależy.
Ostatecznie czeka nas rok z krótkimi rozstaniami co jakiś czas.
Nasza decyzja o budowie wynikła w ogóle z sytuacji takiej, że teść uważa wszystko co jest w domu za swoje, nawet co do niego nie należy. Ruszanie i rozporządzanie takimi rzeczami powtórzyło się już nie pierwszy raz pomimo wcześniejszych próśb i rozmów. Po drugie wiadomo już troszkę włożyliśmy w dom i jest brak poszanowania tych rzeczy i pieniędzy. Po trzecie ciężko jest siąść z gośćmi i porozmawiać kiedy przychodzi teściowa i gada od rzeczy. Nawet z mamą nie mogę spokojnie nieraz porozmawiać.
Mysleliśmy, że damy radę, że będzie lepiej, jednak nie więc stad ta decyzja.
Wiem, że każdy ma swoje zdanie na temat wyjazdów za granicę, rozstań itd. i bardzo to szanuje i się nie obrażam :) Musze jednak napisać co ja o tym myślę, żeby było jasne :)
Wiadomo, że rozstania dobrze nie robią dla małżeństwa, tęsknota, frustracja z tym związana, człowiek za dużo rozmyśla, rodzą się niepotrzebne pretensje, kłótnie (zazdrość odpada).
Jakby mój mąż miał wyjechać na pół roku to oczywiście, że bym go nie puściła nigdzie bo jestem z tych co okropnie tęsknią i marudzą przy tym jeszcze dodatkowo :) Dlatego podkreślam w ostateczności wchodzi w grę tylko wyjazdy max. 2 miesięczne. To jest tak jakby mąż pojechał w delegację, o dłuższym pobycie nie ma mowy. Poza tym ja z małym dzieckiem nie bardzo się pisze na jakikolwiek dalszy wyjazd, wiadomo jak takie malotki to znoszą ciężko.
I jeszcze jeden wazny aspekt. Przy braku stałej pracy ( a sezonowej pracy męża, pomimo, że nieźle zarabia), nie mamy szans na wybudowanie się w szybkim czasie, a na czasie nam zależy.
Ostatecznie czeka nas rok z krótkimi rozstaniami co jakiś czas.
Nasza decyzja o budowie wynikła w ogóle z sytuacji takiej, że teść uważa wszystko co jest w domu za swoje, nawet co do niego nie należy. Ruszanie i rozporządzanie takimi rzeczami powtórzyło się już nie pierwszy raz pomimo wcześniejszych próśb i rozmów. Po drugie wiadomo już troszkę włożyliśmy w dom i jest brak poszanowania tych rzeczy i pieniędzy. Po trzecie ciężko jest siąść z gośćmi i porozmawiać kiedy przychodzi teściowa i gada od rzeczy. Nawet z mamą nie mogę spokojnie nieraz porozmawiać.
Mysleliśmy, że damy radę, że będzie lepiej, jednak nie więc stad ta decyzja.
wtorek, 22 stycznia 2013
Ważna decyzja
I stało się. Z mężem podjęliśmy ważną decyzję, zbieramy pieniążki, kupujemy działkę ( to plany na ten rok) i budujemy dom. Z teściami jednak ciężko wytrzymać i szkoda wkładać pieniądze w remont, kiedy nikt nie szanuje tego to co się robi.
Subskrybuj:
Posty (Atom)