Nasz Ślub

Nasz Ślub

poniedziałek, 30 kwietnia 2012

Upał, już wiem, że nie przypadnie mi do gustu...

Tak jak w temacie. Osobiście lubię lato i wysokie temperatury. Wiecie jeziorko, opalanko, książka, kocyk itd. Jednak nie tego roku, upał źle na mnie wpływa i wiadomo, ze nie skorzystam z dobroci słonka aby się opalić, bo mi to nie wskazane. Jakoś przeżyję, czego się nie robi dla dziecka :) Największy minus mojego stanu jest jednak taki, że mnie słabi gdy przebywam w miejscach gdzie znajduję się tłum ludzi, tak więc sama staram się nigdzie nie chodzić.
Kolejny minus ciepełka  to taki, że odkryłam ostatnio, że nie bardzo mam się w co ubrać na taka pogodę, wszystko jest na mnie za wąskie lub za krótkie, więc poszukuje w necie tanich ciążowych rzeczy, żeby jakoś po ludzku wyglądać i się dobrze w tym czuć. Już kilka rzeczy upolowałam :)
A teraz z innej beczki, czytam wasze blogi i większość wyjeżdża na weekend, a ja niestety zostaje w domku, bo mąż pracuje i tylko 3 i 6 maja ma wolne. Zostaje mi kocyk w cieniu brzozy i książka :)

Miłego dłuuuuuuuugiego weekendu :)

środa, 18 kwietnia 2012

Chwilowa "zwiecha" mnie dopadła, chyba przez pogodę, mamy prawdziwy kwiecień-plecień. Straciłam jakoś apetyt nawet, brzuch mi rośnie, mąż całymi dniami w pracy o i tak leci dzień za dniem......

środa, 11 kwietnia 2012

Poświatecznie i z niesmakiem

Miałam zdać relacje ze spotkania rodzinnego więc piszę. Przed wyjazdem w niedzielę poprzykałam się z mężem, ale o głupotę więc nie ważne, szybko mu przeszło :) U rodziców moich jak zwykle gadka-szmatka, później wspólny wyjazd do babci na obiad, tam czas szybko leciał i miło :) Pożyczyłam nawet sobie sukienkę na wesele na 28 kwietnia od ciotki :) Mąż troszkę się niecierpliwił, bo brat za nami wydzwaniał (mieliśmy go jeszcze odwiedzić po powrocie). Do domu rodziców zajechaliśmy po 17, no i pasowałoby nie siadać tylko się zbierać i jechać do szwagra, ale widząc minie mojej rodzicielki pomyślałam, że posiedzimy z pół godzinki, jednak zeszło dłużej bo jakoś nie mogłam zebrać się w sobie, żeby powiedzieć, że jedziemy dalej w gości. Suma sumarum do domu wróciliśmy na 20, a powinniśmy prawie 2 godziny wcześniej. Mama na odjezdne miała minę jakbym jej jakąś krzywdę robiła, powiedziała, że nie wie czy przyjadą, bo nie wiedza co będą w poniedziałek robić, a niedziela następna tez odpada bo gdzieś mojego brata odwożą. Już nawet nie pytałam gdzie bo powiedziała mi to w taki sposób jakby chciała dać do zrozumienia, że "już tu nie mieszkam więc mam się nie interesować, to są ich sprawy". Atmosfera całej wizyty była w ogóle napięta i gadanie o wszystkim i o niczym. Mąż miał do mnie żal że zostaliśmy, bo do jego brata bardzo rzadko chodzimy i głupio to wszystko wyszło.
Nie miałam po tym wszystkim ochoty na jakiekolwiek świętowanie, ale porozmawialiśmy z mężem na spokojnie i jednak posiedziałam przy stole z jego częścią rodziny u teściów i wujka. Tą część świąt wspominam miło, całkiem inna atmosfera niż w moim domu rodzinnym, RODZINNA.
Rodzice nie przyjechali, pojechali do drugiej babci, a mama do zsiadaj się do mnie nie odezwała, a przeważnie zaraz dzwoniła, albo pisała, zadzwonię do niej jutro i obczaję sytuacje.
To by było na tyle i co o tym myślicie??

wtorek, 3 kwietnia 2012

Wiedziałam , że temat predzej czy później powróci...

... a mianowicie. Moja mama ostatnimi czasy stała się bardzo miła i w ogóle bezproblemowa i nie miała żadnych pretensji. Tak mniej więcej od czasu kiedy dowiedziała się, że zostanie babcia. sytuacja ta nie ukrywała bardzo była m i na rękę bo miałam już dość kłótni z nią i tłumaczenia pewnych rzeczy ( kto czytała mój wcześniejszy blog wie co mam na myśli). Jednak dobry czas chyba się zakończył wraz z wczorajszym telefonem od niej.
Zaczął się temat świąt.
Rozpocznę od tego , że niedzielę chcemy spędzić u mojej rodziny a poniedziałek u rodziny męża. Moja mama jednak całe święta chciałaby mieć nas u siebie, a tak się nie da. Nie dzielą nas setki kilometrów przecież, a poza tym mamy swoje plany i swoje życie.Czyli tak w niedzielę zamierzamy jechać na obiad do mojej babci (mamy mojej mamy) razem z rodzicami, a później jeszcze posiedzieć chwilkę u rodziców. Jednak moja mama już sobie zaplanowała, że posiedzimy później u nich, wypijemy coś i najlepiej zostaniemy na noc ( co odpada całkowicie, bo mój mąż jest troszkę uprzedzony do teściów, co wynika jeszcze z czasów przedślubnych). powiedziałam mamie, ze zostaniemy ale nie na noc. Na co ona, że dlaczego, ze to pewnie mój mąż nie chce, pretensje itd no i temat powrócił. Wg niej mój mąż "mną dyryguje". I jak to wytłumaczyć rodzicielce? ze ma się swoje plany i swój dom, tak żeby jej nie urazić?
Mieszkamy od siebie 50 km to nie jest daleko, już ponad 8 miesięcy jestem po ślubie i mieszkam z mężem, rozmawiam z nią praktycznie codziennie, chociaż czasem to naprawdę nie ma o czym ( moja mama to by chciała, żeby jej zdawać codzienna relacje z całego dnia), widzimy się kilka razy w miesiącu 9 bo albo my czy nawet ja sama jadę do rodziców, albo oni przyjeżdżają do nas. Jednak czasem człowiek chciałby odpocząć zając się sobą. Tylko jak to powiedzieć mamie, skoro ona jest taka nadwrażliwa? Eh... myślałam, ze już się przyzwyczaiła do nowej sytuacji, a tu jednak nie. Czuję, że gdy urodzi się dziecko to sprawa znów wróci o może być gorzej....