Nasz Ślub

Nasz Ślub

wtorek, 2 czerwca 2015

I klapa, ktoś miał większe plecy, szkoda tylko, że to znajoma osoba . W takich momentach. myślę , że mój mąż ma. rację. i że powinniśmy. wyjechać. bo tutaj żadnej przyszłości nie ma. :(

czwartek, 28 maja 2015

Uśmiech od losu? Kolejna szansa, która trzeba dobrze wykorzystać. :). Trzymajcie. kciuki. :)

piątek, 27 marca 2015

Hej, jestem, żyje i mam się dobrze :) W pracy czas leci jak szalony . Nawet nie wiem kiedy minął ten marzec. Przenieśli. mnie po dwóch dniach do innego wydziału i teraz jestem przy rejestracji pojazdów. Ludzie mili i chyba jest szansa na dłuższą współpracę . W domu jak to w domu, wpadliśmy w końcu w nowy rytm dnia i tygodnia, z Oliwia zostają babcię i tata, trochę mogłabym ponarzekać na teściowa ale sobie odpuszcze, dziecko głodne nie chodzi więc na pozostałe. rzeczy muszę przymknąć oko i tyle, wyjścia nie mam. Zrobiliśmy ogrodzenie w końcu więc jest trochę do przodu z remontem znów. Między nami jest ok, tylko się cieszyć i oby tak dalej było.
To tak w skrócie co u nas, lecę do małej. :)

środa, 25 lutego 2015

Mama wraca do pracy

Tak jest, tak jak w tytule. Idę do pracy i to jest właśnie ta rzecz o której nie chciałam ostatnio pisać żeby nie zapeszyć. Praca to staż, bo wiadomo, że o to łatwiej. Będę w starostwie, narazie 6 miesięcy ale mam nadzieję, że zostanę dłużej i w końcu na umowie. Zobaczymy, cieszę się tym co jest.
Wyjdę z domu w końcu, będę robić to co lubie i będę szczęśliwą mamą :) bo zrobię coś dla siebie :) Jest tylko mały problem z dojazdem bo autobusy nie kursują w tych godzinach co mi pasuje, a mąż pracuje na 2 zmiany i nie zawsze będę mieć auto. Plus jest taki, że w tym samym miejscu pracuje sąsiad, ale wiadomo, że każdy ma swoje sprawy, więc na chwilę będę musiała się do niego doczepić jak się zgodzi (mam nadzieję, że tak) a później jakieś tanie auto trzeba kupić bo innego wyjścia nie ma. Oliwia zostaje na zmianę z tatą i babciami.
Idzie z górki, oby szło jeszcze bardziej i szybciej :)
Uciekam do rodzinki.

p.s. zaczynam od poniedziałku :)

czwartek, 19 lutego 2015

Szpital i cała reszta

Tydzień poprzedni kończył się nie ciekawie, a ten zaczął się jeszcze gorzej ale kończy za to bardzo pozytywnie :) ale po kolei.
Walentynki minęły spokojnie, kolacja w domowym zaciszu z mężem zakończona oczywiście deserem :) Niedziela u moich rodziców w napiętej atmosferze ale sama nie wiem z jakiego powodu. Zostawiliśmy mała i pojechaliśmy do galerii na wyprzedaże, zakupy udane :) i to by było na tyle dobrych wiadomości bo gdy wróciliśmy do domu podczas kolacji mała zwróciła wszystko, myślałam że to może jakąś niestrawność ale wymiotowała do północy, później biegunka, noc była koszmarna. Rano wizyta u lekarza, dziecko lekko odwodnione, kazała podawać elektrolity i probiotyk, na wszelki wypadek dostaliśmy też skierowanie do szpitala jakby się pogorszyło. Po powrocie do domu wróciła biegunka, mała nie chciała nic pić ani jeść, jakoś powoli po lyżeczce dawałam jej pić i dotrwaliśmy do wieczora. Wieczorem doszła gorączka, w nocy prawie 39 stopni i wymioty. We wtorek była tak słaba że pojechaliśmy do szpitala, dostała dwie kroplówki i w środę rano wróciła do siebie. Diagnoza, oczywiście rotawirus.  Ale i tak szybko doszła do siebie, dziś już jesteśmy w domu, dieta lekkostrawna i będzie dobrze. To straszne jak dziecko może się szybko odwodnic, mała zawsze taka pełna energi a w szpitalu leżała kompletnie bez życia, schudła 3 kg przez te trzy dni. Ale już jest lepiej to jest najważniejsze :)
A co do tego lepszego zakończenia tygodnia to chyba zaczyna się do nas uśmiechać szczęście i ten rok nie będzie taki zły, ale na razie nie chce nic więcej pisać żeby nie zapeszyć :)
Jak będziemy na 100 % pewni wszystkiego to wam opowiem a narazie trzymam kciuki :-)

środa, 11 lutego 2015

Nowi lokatorzy i spotkanie blogowe

Hm , miałam nic nie pisać, bo za bardzo nic się u nas nie dzieje ale zmieniłam zdanie.
Ja nadal nie pracuje, ale mąż dostał małą podwyżkę, więc mały plus jest. Teść pojechał do niemiec jakiś miesiąc temu więc mamy w domu względny spokój. Niestety jego przyjazdy wiążą się predzej czy później z kłopotami. Ale nie o tym będę pisać.
Od około miesiąca mieszkają z nami, a raczej z teściową, brat męża z żoną, ten najstarszy. Mieszkali wcześniej u rodziców szwagierki ale szwagier ma skomplikowany charakter delikatnie mówiąc i wszędzie mu coś nie pasuje, więc przyszedł do mamy. Narazie są nie cały miesiąc, jest spokój, ale zobaczymy jak to będzie bo w końcu przyjdą rachunki i myślę że oni też się dokładać będą, a jak teściowa stwierdzi że nie, to niech ona za nich płaci, u nas są takie zasady a nie inne i trzeba się dostosować.
I co jeszcze? Wczoraj spotkałam się z Kameleonka w końcu po prawie roku od ostatniego spotkania. Jakoś nie mogłyśmy się zgrać ale w końcu się udało. Spotkanie udane i jak zwykle czasu brakło żeby o wszystkim porozmawiać. Jednak tym razem zaplanowałyśmy kolejne spotkanie szybciej i z dzieciakami bo są w tym samym wieku. Tak więc Kasiu przypominam :) Zorganizuj się i zapraszam razem z Kubusiem :)

czwartek, 5 lutego 2015

Tendencja spadkowa

Za mną kolejna rekrutacja, kolejna rozmowa o pracę, tym razem w moim zawodzie.
Niestety kolejna odmowa, kolejny zawód, kolejne "życzymy powodzenia" i kolejne przypomnienie od męża, że pół roku temu odmówiłam.
I jak tu myśleć pozytywnie?
Mam dość traktowania mnie jak służącą i powtarzania, że jak pójdę do pracy to on z chęcią mi pomoże w obowiązkach domowych, a narazie siedzę w domu więc mam robić wszystko. Nie mówię bo czasem mi pomoże, ale tylko wtedy jak ma lepszy dzień co się rzadko zdarza, częściej są pretensje.
Nie wiem czy to ze mną jest coś nie tak, że nikt mnie nie chce przyjąć do pracy?
Już mam momentami wszystkiego dość.
Ale cóż muszę wziąć się w garść, idę sprzątać, trzeba zająć czymś głowę.

poniedziałek, 19 stycznia 2015

Blue Monday

Wszędzie dziś słyszę, że mamy dziś najbardziej depresyjny dzień w roku. Ciekawe skąd to się wzięło? Moje samopoczucie jednak jest bardzo zbliżone do tego dzisiejszego "święta". Nie wiem czy to jdtt spowodowane pogodą czy ogólnie moim życiem które od jakiegoś czasu stoi w miejscu. Czasem się zastanawiam czego ja wogóle chce, siedzę w domu, nie mam żadnych zainteresowań, żadnego hobby, kiedyś przynajmniej czytałam, teraz to już nawet tego nie chce mi się robić. Jakoś brak we mnie życia, radości, wszystko toczy się obok mnie. Dziś to nawet dzieckiem nie chce mi się zajmować. Ciągle czuje że mąż ma do mnie żal, pretensje że utrzymanie rodziny spoczywa tylko na nim. Tyle by się chciało mieć, zrobić a nie ma możliwości. Tkwię w jakimś maraźmie i nie mogę a może nie chcę się z niego wyrwać? Ciągle zasłaniam się dzieckiem, ciągle szukam wymówek, chyba. Mogłabym narzekać na nasz system polityczny ale po co ? Przecież to co zrobimy z naszym życiem zależy tylko od nas, a ja ze swoim nie wiem co zrobić.
Taki mi się ten post pesymistyczny zrobił nie wiem w sumie dlaczego, może dlatego, że jestem pełna negatywnych emocji i musiałam je gdzieś wylać ?
CZEKAM NA SŁOŃCE...

poniedziałek, 5 stycznia 2015

Nowy rok nowe nadzieje

Przepraszam z góry czytelniczki które jeszcze zostały i mnie czytają , że nie piszę ale moje życie stało się ostatnio monotonne i nudne, problemy są ciągle te same i muszę się wziąć w garść. Jak będzie bardziej pozytywnie to i pewnie pojawi się więcej postów, jednak na razie będę pisać sporadycznie.Tak jak w tytule mam nadzieję, że ten rok przyniesie nam duże zmiany, zrobię wszystko żeby pójść do pracy chociaż w domu mi dobrze z niczym nie muszę się śpieszyć i małą sobie sama dopilnuje ale wszystko przemawia za tym żeby wyjść z domu. Główny powód to oczywiście nasza sytuacja finansowa która jest krytyczna i która się dość poważnie pokłóciliśmy przed samymi świętami, padło wiele przykrych słów i już myślałam że pojadę do rodziców i spędzimy te święta osobno jednak na szczęście się dogadaliśmy i te 2 tygodnie minęły w dobrej rodzinnej atmosferze.
Drugi powód to polepszenie mojego stanu psychicznego bo siedząc w domu pomimo tych wszystkich pozytywnych rzeczy czuje że się wypalam, cofam, potrzebuje innego drugiego życia poza domem.Muszę zrobić coś dla siebie.
Trzeci powód to jeśli znajdę pracę jest szansa że mąż nigdzie nie wyjedzie, bo ostatnio myślimy nawet nad wyjazdem na dłuższy czas tylko razem, ale ja to kiepsko widzę jestem zbyt przywiązana do rodziny chyba i ciężko mi się zdecydować, wolałabym żeby się to tak ułożyło żeby skończyć ten dom i żyć spokojnie tutaj.
Tak więc pierś do przodu i mama musi wrócić do pracy :)