odpuszczamyHm... Nasze plany poszły w łeb. Doszliśmy do wniosku, że wakacje odpuszczamy. Są ważniejsze wydatki a mianowicie z dnia na dzień utwierdzamy się w naszym postanowieniu dotyczącym wyprowadzki stąd. Powoli rozglądamy się za działką i to nie tu tylko raczej bliżej Rzeszowa. Większe szanse na znalezienie pracy tam są. Rozmawialiśmy z moimi rodzicami, powiedzieli, że pomogą. Za to teściowie "umilają" nam życie ciągle. W ubiegły weekend np zaplanowaliśmy wyjazd do kina, nic z tego nie wyszło bo mąż musiał w sobotę iść do pracy, no trudno ale i tak pojechaliśmy do moich rodziców trochę odetchnęliśmy od domu. Miałam na męża czekać i mieliśmy razem pojechać po południu w sobotę ale plany się zmieniły. Jak już kiedyś pisałam mamy wodę z własnego źródła, pompa jest na dole i ostatnio coś za często się włączała. Teść wrócił z niemiec w czwartek w nocy, a w piątek w nocy wyłączył pompę bo stwierdził że jest coś nie tak. Nic mi nie powiedział nawet, tylko poprostu ja wyłączył. Dobrze że się wcześniej umyłam, mała już spała ale zmywarka nie skończyła już myć bo wody brakło. W sobotę pompa nie wyciagla bo coś się zepsuło i wody nie było, ani się umyć ani gotować.
Mąż kazał mi zadzwonić po tate żeby po mnie i małą przyjechał a sam dojechał do nas po pracy. Nawet jeśli to nie było zrobione złośliwie to można było pomyśleć i przyjść i powiedzieć żeby wody nabrać na zapas na wszelki wypadek ale to każdy tu myśli o sobie tylko. Wszystkiego nam się odechciało po tym. U rodziców było trochę spokoju ale jak wracaliśmy w niedzielę to mąż już był zdenerwowany bo było wiadomo że naprawiać pompę i tak będzie musiał on i faktycznie tak było, naprawił ją z ojcem wczoraj. Z teściową nadal nie rozmawiam i jest mi z tym dobrze. Wczoraj np dała Oliwi królika wielkanocnego z czekolady który był 2 miesiące po terminie. Dobrze że zobaczyłam w porę i wyrzuciłam. Z resztą ja małej słodyczy staram się nie dawać ale to już była przesada. Boję się że jak tak dalej z problemami będzie wszystko szło to mąż się zwolni na wiosnę z pracy i pojedzie za granicę bo w innym przypadku będziemy tu siedzieć nie wiadomo ile. Z tego całej stresu to nawet okres mi się spóźnił ponad tydzień i myślałam że w ciąży jestem, schudłam też 5 kg nie wiem czy to ćwiczenia czy też stres.
Chaotycznie wyszło ale tak chaotycznie u nas jest ostatnio.
Nasz Ślub
wtorek, 26 sierpnia 2014
Po przerwie
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Nie zazdroszczę tej sytuacji, my też mieszkamy z moimi rodzicami ale jednak takich sytuacji nie ma. Wiadomo czasami spięcia się zdarzają jak to w rodzinie ale zawsze mogę na nich liczyć.I małą się zajmą jak trzeba i pomogą w czymś i gdzieś zawiozą jak męża nie ma.
OdpowiedzUsuńJeśli macie możliwość to wyprowadzka jest dobrym pomysłem bo nie ma co na dłuższa metę się męczyć. Oby udało Wam się jak najszybciej zrealizować plany.
ja niby pomoc miałam na początku, ale zajmowanie dzieckiem było byle jakie, nic nie mówiłam bo bym została na lodzie jak pracowałam. A teraz powiedzieć już mogę .
OdpowiedzUsuńno wcale sie nie dziwie że sie wkurzyłaś....
OdpowiedzUsuńTakie małe rzeczy tworzą wielki problem... U nas było np rąbanie drzewa o 4 rano.. skończyło się, jest co innego
OdpowiedzUsuńDokładnie wiem o co chodzi :)
UsuńNo to faktycznie, teściowa nie do pozazdroszczenia :) Trzymajcie się Ciepło Kochani :)
OdpowiedzUsuń